Wiadomości dnia
Świat
Polska
Samorząd
Przegląd prasy
Integracja europejska

Słownik polityczny
Napisz do nas
Poleć znajomym
Reklama

www.centrumprasowe.net
www.e-commerce.pl
www.egospodarka.pl
www.eisp.pl
www.Senior.pl


R E K L A M A



Kingston: nowy dysk SSD
Laptopy TOSHIBA: nowe modele
PARP wspomaga rynek franczyzy
Nowe serwery sieciowe QNAP
Formularz ZUS IWA: zmiany w 2010r.
PandaLabs: najciekawsze wirusy 2009
Zakaz palenia: nowe regulacje wg KPP
Transcend: czytnik kart i hub USB w jednym



Czy możliwy jest sojusz liberalizmu i chrześcijaństwa?
Piotr Wróbel / 18.02.2003 13:49

Od lat na ideowej scenie obserwować możemy wyścig pomiędzy dwoma światopoglądami: liberalnym i chrześcijańskim, gdzie nagrodą dla zwycięzcy - jak sądzą obie konkurujące ze sobą strony - jest, skromnie rzecz nazywając - "rząd dusz". Czasem jednak da się słyszeć głos kogoś, kto nie rozumiejąc do końca, o co właściwie kruszy się tu kopie, chciałby kibicować obu. I z tym jest największy kłopot, bo jak przekonać kogoś, kto uważając siebie za liberała, a więc kogoś o swobodnym podejściu do sprawdzonych prawideł myślenia, nie widzi problemu w łączeniu wartości chrześcijańskich z liberalnymi. Nie dość na tym. Chciałby nawet, swój synkretyzmem podszyty optymizm, propagować jako najbardziej chrześcijański i biblijnie uzasadniony!

Gdzie tkwi błąd w tego typu myśleniu? Najprościej byłoby powiedzieć, że leży on w niewystarczającym rozumieniu istoty zarówno chrześcijaństwa jak i liberalizmu. Ale na takim stwierdzeniu trudno poprzestać, dlatego zapytajmy dalej: Jakie są zasadnicze różnice pomiędzy liberalizmem a chrześcijaństwem, skoro dla jednych koherencja obu światopoglądów jest możliwa, a dla innych nie?

Może zrezygnujemy tu z definiowania samego liberalizmu (określeń tych znaleźć można bez liku w różnych encyklopediach i słownikach) i przejdziemy raczej od uporządkowania pojęć, które jak satelity krążą wokół niego, czyli: wolność, równość, demokracja, relatywizm.

W przekonaniu wielu liberałów wolność jest wartością, z której można wyprowadzić inne wartości - prawdę, dobro, szacunek dla odmienności itd. Konsekwentnie też przyznają, że dla liberałów wolność jest wartością absolutną. A choć tego wprost nie mówią, to należy tu dopowiedzieć, że każda absolutyzacja jakiejś wartości stawia ją na pozycji celu a nie środka do celu. W nauce Kościoła osadzonej na Biblii wolność bynajmniej nie jest wartością absolutną. Na miano takiej zasługuje jedynie osoba - ze szczególnym podkreśleniem osoby Boga. On jest wartością absolutną, a co za tym idzie - ostateczną. Oczywiście, taki jest także człowiek, który nosi w sobie obraz i podobieństwo Boże, przez co w jego twarzy możemy dostrzec twarz Stwórcy i Zbawiciela. Jest zatem człowiek wartością samą w sobie, którego dobro pojmować musimy nie inaczej, jak tylko włączając weń Boży plan rozciągający się od doczesności aż po eschatologiczną przyszłość. Jaką pozycję zajmuje w tym wszystkim wolność? Słusznie poszukiwania źródła ludzkiej wolności wytryskającej ze zdrojów wolności Boga, jak to czynią zwolennicy liberalizmu, ma jednak - w moim przekonaniu - pewne słabości. Po pierwsze, wolność nie jest jedynym przymiotem Boga. Choć zapewne w Nim ma ona charakter absolutny, to jednak nie większy niż absolutna dobroć, absolutna mądrość, absolutne piękno, absolutna wszechmoc itd. A skoro tak jest, to - po drugie - również i nie powinna ona być jedynym, czy choćby nawet najważniejszym przymiotem człowieka. Wolność jest jedynie sposobem działania, wartością pośredniczącą w osiąganiu innych wartości - z Wartoś-cią Absolutną włącznie. Wolność ma umożliwić człowiekowi jego pełny rozwój zarówno na poziomie doczesności, jak i nadprzyrodzonoś-ci - aż po osiągnięcie świętości. To raczej dobro człowieka skłoniło Boga do tego, by obdarzyć go wolnością, a nie odwrotnie. Wolność nie jest zatem - w nauczaniu Kościoła - wartością samą w sobie. Inaczej jednak pojmują to liberałowie.

Kolejnym pojęciem krążącym wokół liberalizmu jest relatywizm. A że często wytyka się liberałom ich predylekcję w kierunku relatywizacji wartości i prawdy, to warto się nad tym zatrzymać. Wielu z nich przyznaje, że dla liberała jedynym dogmatem jest wolność i to w jej indywidualistycznym rozumieniu oraz, że liberalizm to wyłącznie forma, którą każdy może wypełnić taką treś-cią, jaką sam uzna za stosowną. Czy takie postawienie sprawy nie pozwala liberalizmu zaliczyć do relatywizmu? To zapewne nieco uproszczona interpretacja myśli przeciętnego liberała, ale jeśli ich linia rozumowania jest taka, że jedyną bezwzględną, a przez to zawsze i wszędzie obowiązującą, wartością ma być wolność, a inne wartości nie podlegają już takiej kwalifikacji (jak choćby te, chronione przez Dekalog), to czy można to inaczej nazwać jak nie relatywiz-mem właśnie? Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. I choć mogą oni z troską odnosić się do wartości głoszonych przez chrześcijaństwo, to jednak ich ochrona i rozwój jedynie w oparciu o uznanie prawa wolności wydają się być mało realne - a to zdają się nam sugerować. Aby dać im możliwość godnego w porządku społecznym zaistnienia potrzeba nie mniejszej ich pielęgnacji niż ochrona praw wolnościowych.

Przejdźmy teraz do liberalizmu funk-cjonującego w systemie porządku społecznego, jakim jest demokracja. W kręgach liberalnych pokutuje dość powszechne przekonanie, że demokracja, aby mogła ziścić swoje ideały, musi być demokracją liberalną. Czy tak jest w istocie, czy też jest to tylko jeszcze jeden z wielu liberalnych zabobonów?

Bardzo prostego, acz trafnego zdefiniowania obu pojęć dokonał Giovanni Sartori w dziele "Teoria demokracji". Uznał on, że demokracja skupia swoją uwagę na problemie równości i procedur ją zapewniających, natomiast liberalizm angażuje swe siły w poszerzaniu wolności indywidualnej. Istnieje przeto naturalne i trwałe napięcie pomiędzy demokracją, która w imię równości jest skłonna poświęcić jakiś zakres wolnoś-ci indywidualnej, a liberalizmem, który w imię wolności indywidualnej nie baczy na wytwarzane przez siebie nierówności społeczne, szczególnie ekonomiczno-bytowe. Jak łatwo się domyślić, zarówno demokracja jak i liberalizm w czystej swej postaci są nie do przyjęcia. Demokracja bez elementów liberalnych będzie, co najwyżej, demokracją ludową bądź socjalistyczną. Liberalizm bez demokracji będzie anarchią lub dzikim kapitalizmem. Śmiem twierdzić, że demokracja ludowa, socjalizm, komunizm, a także anarchizm czy dziki kapitalizm w prostej drodze prowadzą do jakiejś formy totalitaryzmu, a więc zniewolenia społeczeństwa. Zatem wydaje się, że jedynie słuszne rozwiązanie leży w tym, by między liberalizmem a demokracją zachować względnie stałą równowagę z pielęgnacją istniejącego między nimi twórczego napięcia. To właśnie napięcie, będące wynikiem wrażliwości na nastroje wewnątrzspołeczne; to stałe przechylanie się szali, to w kierunku poszerzenia wolności, to znów w kierunku chroniącej ład społeczny równości, może drobnymi krokami wieść współczesne społeczeństwa w kierunku pokoju i dobrobytu.

Wymienione tu pojęcia wolności i równości składają nam się, wraz z pojęciem braterstwa, w owo nieśmiertelne hasło rewolucji francuskiej: liberté, egalité, fraternité. Nieśmiertelne, bo wciąż inspirujące; nieśmiertelne, bo w pełni słuszne; nieśmiertelne, bo domagające się permanentnego urzeczywistniania. Tego urzeczywistnienia domagają się wszystkie wymienione tu pojęcia. Ale co ważne, indywidualny tryumf jednego z nich, nie tylko pomniejsza dwa pozostałe, co wręcz na nich żeruje. Wolność sama w sobie nie wygeneruje z siebie ani równoś-ci, ani braterstwa. Podobnie równość - nie pomnoży wolności i nie uwrażliwi na rzeczywiste potrzeby bliźniego. Braterstwo zaś, w skrajnej swej formie doprowadzić może do obłudy i sekciarstwa. Trzeba zatem, by wszystkie te wartości realizować równocześnie, stale bacząc, by przypadkiem jedno niebezpiecznie nie wychylało się przed pozostałe.

Czym jednak jest przywołane tu braterstwo? Skoro uważa się, że tę postawę pielęgnuje chrześcijaństwo, zajrzyjmy tedy do Pisma Świętego. Widzimy w nim Samarytanina nachylającego się nad pobitym i okradzionym przez zbójców człowiekiem idącym z Jerozolimy do Jerycha. Co sprawiło, że ten zatrzymał się nad cierpiącym i ofiarował mu swoją pomoc? Czy dlatego, że w głębi duszy czuł się liberałem, czy też może demokratą? Ani poczucie równości z cierpiącym, ani chęć przywrócenia temu nieszczęśnikowi skradzionej przez bandytów swobody bycia sobą nie motywowało go do poświęcenia swego czasu i pieniędzy. To, co było tu inspiracją, nie inaczej nazwać możemy, jak tylko bezinteresownym miłosierdziem, albo też - używając janopawłowego języka - "miłością miłosierną", a nawet kiełkującym już ziarnem "cywilizacji miłości". Postawa braterstwa w nauce społecznej owocuje zasadą solidarności i pomocniczości. Ani wolność, ani równość nie są w stanie wypromieniować z siebie braterstwa. Oczywiście, zarówno demokrata jak i liberał mogą domagać się, a nawet działać w kierunku troski o biednych i pokrzywdzonych, ale uczynią to jedynie z powodów inspirowanych mniej lub bardziej egoizmem, gdy wzburzenie niezadowolonych mas zacznie im zagrażać.

Spór pomiędzy liberalizmem, czy też liberalną demokracją a nauką Kościoła katolickiego nie jest, jak uważają niektórzy zwolennicy liberalnych idei, bezprzedmiotowy i wynikający jedynie z bezpodstawnych uprzedzeń narosłych w ciągu wieków. Liberalizm ze swą apoteozą wolności nie spełnia kryteriów sojusznika Kościoła w walce o lepszy świat. Nie znaczy to jednak, że na takim stwierdzeniu poprzestając przeciwne sobie strony powinny się rozejść. Prądy intelektualne liberalizmu zwróciły uwagę Kościoła na problem wolności indywidualnej, natomiast Kościół może i powinien kształtować liberałów w duchu miłosierdzia i braterstwa oraz uznania, że wolność stoi obok, a nie ponad innymi wartościami leżącymi w skarbnicy ludzkiego szczęścia. Świadectwem tego są ludzie, którzy składali ofiarę z siebie nie tylko na ołtarzu wolności, ale także prawdy, dobra, miłości. Jan Paweł II w 1991 roku w Częstochowie powiedział: "(...) człowiek jest wolny dlatego, że posiada zdolność poznawania prawdy - równocześnie zaś człowiek staje się wolny o tyle, o ile kieruje się prawdą w swych decyzjach, wywodach i całym działaniu: o ile kieruje się prawdą o dobru". Nie powinno zatem liberałów dziwić, że Kościół mówiąc o wolności widzi ją nie inaczej, jak tylko mocno zespoloną z prawdą i dobrem.

źródło: noweżycie


[ | ]


Czy dojdzie do II tury wyborów prezydenckich?
Tak
Nie
Nie mam zdania



GRUPY DYSKUSYJNE
pl.biznes
pl.biznes.banki
pl.internet.polip
pl.praca.dyskusje
pl.praca.oferowana
pl.praca.szukana
pl.soc.prawo
pl.soc.prawo.podatki
R E K L A M A


aktualności | partie | wybory | integracja europejska | publicystyka | katalog stron
słownik polityczny | napisz do nas | poleć znajomym | reklama

© 2002 Wybory.com.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone