Wiadomości dnia
Świat
Polska
Samorząd
Przegląd prasy
Integracja europejska

Słownik polityczny
Napisz do nas
Poleć znajomym
Reklama

www.centrumprasowe.net
www.e-commerce.pl
www.egospodarka.pl
www.eisp.pl
www.Senior.pl


R E K L A M A



Kingston: nowy dysk SSD
Laptopy TOSHIBA: nowe modele
PARP wspomaga rynek franczyzy
Nowe serwery sieciowe QNAP
Formularz ZUS IWA: zmiany w 2010r.
PandaLabs: najciekawsze wirusy 2009
Zakaz palenia: nowe regulacje wg KPP
Transcend: czytnik kart i hub USB w jednym



Stanowisko UE w drodze
RMF FM / 11.12.2002 21:10

Według minister ds. europejskich Danuty Huebner, stanowisko Rady UE w sprawie polskiego pakietu negocjacyjnego jest już "w drodze do Polski", "idzie drogą elektroniczną". Dodała, że sama nie zna jeszcze jego zawartości.

Minister nie wiedziała jeszcze, czy rząd, który dzisiaj odłożył dyskusję o stanowisku UE dotyczącym polskich postulatów negocjacyjnych, zbierze się ponownie tego dnia czy dopiero jutro. Podkreśliła jednak, że Rada Ministrów, gdy się zbierze, zajmie stanowisko wobec tego, co przyśle Kopenhaga, i natychmiast swoją odpowiedź przekaże stronie unijnej.

- Natomiast odpowiedź ze strony UE polskie władze poznają dopiero w Kopenhadze - powiedziała Huebner.

Rząd, który zebrał się dzisiaj po południu, odłożył dyskusję o stanowisku UE dotyczącym polskich postulatów negocjacyjnych, ponieważ do Warszawy to oficjalne stanowisko wówczas jeszcze nie dotarło.

Plan Duńczyka

Pół godziny zarezerwował w piątek premier Danii Anders Fogh Rasmussen na kopenhaską sesję przywódców 15 państw członkowskich i 10 kandydujących do Unii Europejskiej, w tym Polski, wieńczącą prawie pięcioletnie negocjacje członkowskie.

Ale w przeddzień historycznego szczytu w Kopenhadze, który przypieczętuje zjednoczenie Europy pod flagą UE, w stolicach unijnych nikt nie miał wątpliwości, że premier Leszek Miller nie ma innego wyjścia niż walczyć "do ostatniej sekundy" o jak najlepsze warunki członkostwa dla Polski.

Przyznał to pośrednio sam Rasmussen. Zakończenie negocjacji przewidział wprawdzie w piątek o godzinie 17.00, a już w pół godziny później do 25 przywódców Unii i krajów do niej przystępujących mieliby dołączyć odpowiednicy z Bułgarii, Rumunii i Turcji. Szczyt skończyłby się ich wspólnym "obiadem roboczym" o godzinie 21.00.

Jednak w liście do uczestników szczytu premier Danii wyraził gotowość kontynuowania obrad w czasie weekendu, a także osobnego spotykania się w ciągu dnia w piątek z gośćmi z krajów kandydujących, które nie zakończą do tego czasu negocjacji.

Ostatnią debatę nad następnym poszerzeniem Unii rozpocznie czwartkowa kolacja, na której Rasmussen ma nadzieje przekonać całą Piętnastkę, żeby zatwierdziła jego propozycje kompromisu z kandydatami włącznie z warunkami finansowymi. W piątek rano propozycje zostaną przedłożone 10 kandydatom.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi...

W zgodnej ocenie polityków unijnych Polska będzie tak naprawdę jedynym, który odmówi zamknięcia negocjacji w pierwszym podejściu, nawet jeśli inne kraje zajmą postawę wyczekującą. Na pytanie dziennikarzy, na czym polega problem z Polską, przedstawiciele Unii odpowiadają: "O pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze".

Rząd zapewne zdecyduje się przywieźć do Kopenhagi więcej niezałatwionych postulatów, ale w Unii nikt nie ma wątpliwości, że stawką jest 2,187 mln euro "zapasu", który dzieli ostatnią ofertę finansową przewodniczącej UE Danii od pułapu wydatków na lata 2004-2006 przyjętego w 1999 roku na szczycie w Berlinie.

To o nim mówi przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi, kiedy wzywa Piętnastkę do nieco większej hojności dla kandydatów. Ale Niemcy i Holandia odpowiadają na razie "nie".

Kanclerz Niemiec Gerhard Schroder jest podobno skłonny dorzucić kandydatom "w ostatniej sekundzie" negocjacji do miliarda euro (w tym prawie połowa przypadłaby Polsce). Resztę przedstawiłby wówczas jako oszczędności niezbędne w trudnych chwilach dla niemieckiej gospodarki i budżetu.

Dzięki dorzuceniu 1 mld kandydaci w unijnym budżecie zarezerwowano by dla 10 kandydatów łącznie 41,5 mld euro w ciągu trzech pierwszych lat członkostwa, ale ze względu na procedury wykorzystania pieniędzy i po odliczeniu składek członkowskich wypłaty netto w tym sięgałyby ponad 13 mld, z czego Polska mogłaby liczyć na prawie 7 mld euro.

- Nie liczcie na więcej, bo Niemcy, niegdysiejsza lokomotywa unijnej gospodarki, to dziś prawie druga Argentyna. Tak przynajmniej postrzega to wielu wyborców Schroedera, winiąc jego za ten stan rzeczy - mówi wysoki rangą unijny dyplomata.

Jego koledzy przewidują, że "Polacy muszą zainscenizować mały dramat, to leży w ich naturze, więc wszyscy to zrozumieją, jeżeli tylko nie będzie trwał zbyt długo". Dyplomaci unijni są przekonani, że wiele spraw zostało ustalonych na niedawnej prywatnej kolacji Millera i Schroedera w Hanowerze, w której uczestniczył też komisarz UE ds. poszerzenia Guenter Verheugen.

A w tle Cypr

Uwagę prasy międzynarodowej może odciągnąć od Polski problem ponownego zjednoczenia Cypru oraz daty rozpoczęcia negocjacji członkowskich z Turcją. To drugi oficjalny temat szczytu.

Francja i Niemcy zaproponowały 1 lipca 2005 roku pod warunkiem, że do końca 2004 roku Ankara zda egzamin z kryteriów politycznych członkostwa. Ale faktyczny przywódca Turcji Recep Erdogan domaga się wcześniejszej daty pod pretekstem, że Unii poszerzonej od 1 maja 2004 roku o 10 nowych państw będzie trudniej podjąć pozytywną decyzję dla Turcji.

Zgadzają się z tym Grecja, Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania i Włochy, ale stanowczo oponuje zwłaszcza Austria. Prezydent Francji Jacques Chirac też wolałby, aby debata o Turcji nie zbiegła się w czasie z kampanią przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku.

Przywódcy partii populistycznych i skrajnie prawicowych w rodzaju Joerga Haidera w Austrii i Jeana-Marii Le Pena we Francji mieliby sposobność, żeby żerować na rasistowskich uprzedzeniach i obawach przed masowym napływem imigrantów do Europy.

Wiele zależeć będzie od rezultatu trwających targów między Unią, Erdoganem, oficjalnie uznawanym przez społeczność międzynarodową rządem cypryjskim prezydenta Glafkosa Kleridisa i przywódcą Turków cypryjskich Raufem Denktaszem.

Idealny scenariusz polegałby na wyznaczeniu daty dla Turcji, która w zamian skłoniłaby Denktasza do zgody na zjednoczenie Cypru na warunkach zaproponowanych przez sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana.

W piątek w Kopenhadze doszłoby wówczas do podpisania porozumienia politycznego między Kleridisem a Denktaszem lub jego wysłannikiem. Szczegóły utworzenia państwa federalnego i przyjęcia do Unii również północnej części wyspy wynegocjowano by do 28 lutego.

Jednak dzisiaj Denktasz powiedział, że nie będzie mógł podpisać ONZ-owskiego planu pokojowego w Kopenhadze. Podkreślił, że "nie ucieka" od negocjacji, lecz "potrzebuje na nie czasu".

O czym myśli Truszczyński

Główny negocjator Polski z UE wyraził przekonanie, że nie wyobraża sobie sytuacji braku porozumienia w Kopenhadze, w której Polska stanęłaby przed wyborem - przyjąć propozycje "Piętnastki" albo "wracać do domu".

- Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której kraje piętnastki powiedziałyby (w Kopenhadze - red.): "słuchajcie, nasi negocjatorzy przedstawili tu jakiś pakiet, nasi ministrowie spraw zagranicznych go zaaprobowali, my tu nie widzimy potrzeby żadnej dalszej dyskusji. Albo weźmiecie to co jest, albo możecie z Kopenhagi wyjeżdżać" - powiedział Truszczyński.

- Tak negocjacje nigdy nie wyglądały i nie ma powodu, żeby zakładać, że tym razem będą wyglądały na zasadzie: "bierz albo uciekaj" - to wydaje mi się całkowicie niemożliwe - zaznaczył.

Pytany, czy jest możliwe, że Polska nie skończy negocjacji w Kopenhadze odpowiedział, że "ostatnie słowo w tej sprawie należy do szefa rządu i do rządu w konstytucyjnym składzie".

Truszczyński zaznaczył, że osiągnie się przyzwoity wynik negocjacyjny, który Polska będzie mogła bez wahania zaakceptować,"jeśli będzie dodatkowa elastyczność, jeśli się pokaże, że kraje członkowskie Unii na poziomie najwyższym są w stanie wziąć głęboki oddech i powiedzieć sobie: mamy tu historyczne zadanie do wykonania, nie przyjechaliśmy tutaj targować się o jednego euro w jedną czy drugą stronę, jeżeli będzie to minimum dodatkowej woli politycznej".

Odnosząc się do kwestii rekompensat, Truszczyński stwierdził, że Unia ma jeszcze możliwości w tej kwestii. - Niewątpliwie jest tak, że grając o poprawę swoich warunków musimy pamiętać, że są jeszcze inni. Nie będzie sytuacji, że Polska dostanie jeszcze dodatkowe pieniądze, a pozostali kandydaci mieliby się obejść smakiem. Wiedząc ile "z grubsza" jeszcze luzu finansowego mają kraje "15" musimy wiedzieć o tym, że ten luz nie jest tylko dla nas. Ale to jest luz, który musi zostać wykorzystany w kolejnych negocjacjach - powiedział Truszczyński.

Największe korzyści z unijnej kasy dla Bałtów i Polski

W pierwszych latach członkostwa w Unii Europejskiej na statystycznego Polaka przypadnie na czysto trzy razy więcej korzyści z unijnej kasy niż na Czecha, choć ponad dwa razy mniej niż na Litwina.

Tak przynajmniej wynikałoby z przeliczenia na jednego mieszkańca transferów netto z unijnego budżetu wynikających z propozycji przewodniczących Unii w tym półroczu Duńczyków.

Po odliczeniu składek członkowskich Polska miałaby otrzymać na czysto z unijnej kasy 6,441 mld euro w latach 2004-2006. Daje to 167 euro na jednego mieszkańca.

Stosunkowo największe korzyści zaoferowała Unia biedniejszym od Polaków Litwinom - po 388 euro na głowę. Tylko nieco mniejsze - Łotyszom i Estończykom.

Na niewiele mniej od Polaków mogą liczyć Słowacy. Węgrzy mają dostać o jedną piątą mniej niż Polacy, a ponad trzykrotnie mniej Czesi. Najmniejsze transfery z Unii w przeliczeniu na głowę zaoferowano najbogatszym spośród kandydatów Cypryjczykom.

Przed końcówką negocjacji spotkanie premierów III RP

Premier Leszek Miller musi mieć w negocjacjach z UE świadomość, że reprezentuje ciągłość rządów polskich od 1989 r. - uważa pierwszy premier III RP Tadeusz Mazowiecki.

Dzisiaj, na dzień przed szczytem UE w Kopenhadze, na którym mają się zakończyć negocjacje z kandydatami do wspólnoty, na zaproszenie Leszka Millera doszło do spotkania szefów rządów od 1989 roku. W spotkaniu zabrakło jedynie Jana Olszewskiego.

- Uważamy, że premier Miller musi mieć świadomość, że reprezentuje całą ciągłość rządów polskich od 1989 r., od rozpoczęcia negocjacji dotyczących wchodzenia do struktur europejskich - powiedział dziennikarzom Mazowiecki.

Według niego, Miller powinien mieć również świadomość, że reprezentuje także 40 mln naród. - Naród ważny w Europie, który domaga się tego, aby ostateczne rozstrzygnięcia, które zapadną w Kopenhadze (na szczycie UE) były podejmowane w tej wielkiej historycznej, moralnej perspektywie, a nie tylko w perspektywie targów o poszczególne sprawy - podkreślił Mazowiecki.

Dodał również, że stanowisko Polski w kwestiach finansowych i sprawach rolnictwa powinno być bardzo jasno i wyraźnie postawione w Kopenhadze.

- Polska to nie jest kraj, który przeszkadza swoimi żądaniami. Polska to kraj, który chce wejść do UE jako partner - mówił Mazowiecki. - Ten 40 milionowy naród powinien wejść do UE w poczuciu satysfakcji, a nie w poczuciu, że w jakiś sposób został niedowartościowany i niezrozumiany - dodał.

- Uważamy, że premier Miller będzie takie stanowisko reprezentował i w tym duchu ma poparcie nas wszystkich - podkreślił.

Według Józefa Oleksego, zebrane u premiera Millera grono byłych premierów RP "nie miało wątpliwości, że w piątek czy w sobotę Polska będzie zaproszone od członkostwa w UE".

Jak dodał, premierzy nie mieli też wątpliwości, że zakończone zostaną negocjacje, że będzie osiągnięte, to co będzie możliwe do osiągnięcia oraz że będzie to korzystne dla naszego kraju. - Dużo poświęciliśmy czasu temu, że wraz z 'Kopenhagą' i końcem negocjacji rozpoczyna się w Polsce droga do referendum a wraz z nią droga do budowania pozycji Polski i jej strategii działania wewnątrz UE - podkreślił Oleksy.

Oleksy żartował, że Mazowiecki został "dziekanem korpusu byłych premierów". - Premier Miller uzyskał poparcie nas wszystkich i jedzie - można powiedzieć - z błogosławieństwem byłych premierów - powiedział.

W ocenie Mazowieckiego, "nie może się tak okazać, że w Kopenhadze wszystkie polskie postulaty zostaną odrzucone". - Kompromis musi zostać dokonany - uważa.

Według Waldemara Pawlaka, bardzo ważne jest, by patrzeć na integrację z UE nie tylko w kategoriach "globalnych, politycznych", ale też z punktu widzenia każdego mieszkańca Polski.

- Warunki członkostwa muszą być w tym zakresie przekonujące. Wydaje mi się, że nie dopuszczalne jest stawianie tego w kategoriach, że kogoś można poświęcić żeby osiągnąć wielkie cele - uważa Pawlak, który wyraził żal, że spotkanie odbyło się tak późno. Zdaniem Pawlaka, mogło do niego dojść już kilka miesięcy temu. - Już wtedy różne uwagi mogły premierowi zostać przekazane - dodał.

- Uważamy, że negocjacje, choć mamy takie czy inne krytyczne uwagi, generalnie zostały przez ekipy premiera Buzka i premiera Millera przeprowadzone dobrze. Tylko teraz mamy decydujący moment finiszu - powiedział Mazowiecki.

Dodał, że problem nie polega na tym by "mówić sobie kto mógłby co lepiej zrobić". - Problem polega na tym, by w końcówce dojść do finiszu w taki sposób, by Polacy mieli poczucie, że nikt ich nie wykiwał, że Polska wchodzi jako szanowany partner i zaczyna - bo w Kopenhadze się zaczną - partnerskie stosunki wewnątrz Unii już z dwudziestką piątką - ocenił Mazowiecki.

Hanna Suchocka uważa, że "to nie jest moment na krytyczne uwagi". Podkreśliła, że każde negocjacje to jest niezwykle trudny proces. - To, że tutaj dzisiaj przyszliśmy, to najlepszy dowód, że to nasz wspólny interes abyśmy się znaleźli w Unii, i żebyśmy się tam znaleźli godnie. Dajemy temu poparcie, że nasi reprezentanci zabiegają właśnie o takie godne bycie Polski w Unii - dodała.

Jan Krzysztof Bielecki ocenił, że z jego perspektywy, to co osiągnęliśmy do tej pory w rozmowach z UE to sukces. - Jeżeli chodzi o cele taktyczne, operacyjne czyli same negocjacje, uważam, że ich końcówka jest dobra - zauważył.

- Wszyscy mówią, że Polacy, jak Turcy, negocjują twardo i potrafią swoje cele zrealizować oraz że w miarę tego co mamy, bo tu cudów nie będzie, potrafimy maksymalnie dużo uzyskać - powiedział Bielecki.

Jego zdaniem, podczas rozmów w Kopenhadze "trzeba wierzyć w strategię". - Celem strategicznym Polski jest członkostwo i trzeba jasno to powiedzieć, tu potrzebne jest przywództwo, które to jasno określa. Natomiast w taktyce starać się wytrzymać do końca. To zawsze są pewne nerwy, takie przypieranie do ściany: już do zdjęcia ustawiają, już wszyscy mówią, że 'skończyliśmy, tylko nie Polska', to czasem trzeba wytrzymać - mówił Bielecki.

Były premier a obecny szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz powiedział, że rząd ciągle oczekuje na odpowiedź unijną na nasze postulaty przedstawione na sesji negocjacyjnej w poniedziałek.

- Od niej będzie zależała szczegółowa reakcja naszego rządu. Tym niemniej ze względu na moment negocjacji warto jeszcze raz zastanowić się czy wszystkie sprawy, które do tej pory były podnoszone jako jednakowo ważne. Należy bardzo precyzyjnie określić hierarchię priorytetów na tę ostatnią rozmowę - powiedział Cimoszewicz.

Zapewnił, że do ostatniego momentu premier, on sam, polscy negocjatorzy będą zabiegać o jak najlepsze warunki członkostwa Polski w UE.

źródło:www.interia.pl
źródło:www.pap.pl


[ | ]


Czy dojdzie do II tury wyborów prezydenckich?
Tak
Nie
Nie mam zdania



GRUPY DYSKUSYJNE
pl.biznes
pl.biznes.banki
pl.internet.polip
pl.praca.dyskusje
pl.praca.oferowana
pl.praca.szukana
pl.soc.prawo
pl.soc.prawo.podatki
R E K L A M A


aktualności | partie | wybory | integracja europejska | publicystyka | katalog stron
słownik polityczny | napisz do nas | poleć znajomym | reklama

© 2002 Wybory.com.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone
WyposaĹźenie