W poszukiwaniu "eurosceptyków"...
Autor, 24.01.2003 16:14

Większość wypowiedzi tzw. eurosceptyków pozwala podzielić ich na (z grubsza) trzy rodzaje: Wizjonerów, Hippisów, Szperaczy.


Wizjonerzy nie kryją swoich problemów z percepcją otaczającego ich świata ograniczając się jednocześnie do upartego przedstawiania wizji objawiających się w ich głowach na skutek jakichś mocno traumatyzujących przeżyć z dzieciństwa. Zapewne budzą się w nocy zlani potem wykrzykując "Wujku Kola! Nie!! Nie!!!". Jak wiadomo jednak żyjemy w społeczeństwie szanującym wolność słowa i skoro nawet niektóre szpitale psychiatryczne zaryzykowały udostępnienie łączy internetowych swoim pacjentom, to należy podchodzić do tego ze spokojem i pobłażaniem jak do każdej innej ludzkiej ułomności. Polskie spektrum podobnych zachowań rozciąga się od osób szerzących wizje panslawizmu, poprzez wyliczanie punktów powodzenia Delta na każdy nadchodzący rok i dzień, aż do prób restauracji imperium sarmackiego z podgalaniem sobie pustego zazwyczaj głąba aż po czubek głowy.

Hippisi jak to jest w ich zwyczaju nie zdają sobie sprawy z tego, ze mamy rok 2003 a nie 1973, czemu zasadniczo także nie należy się dziwić, bo wiadomo, że zarówno "maryśka" jak i butapren zakłócają subiektywne poczucie czasu.
Uruchomiona jeszcze przez Stalina, pod nazwa Kongresu Obrońców Pokoju i kontynuowana przez Chruszczowa i Breżniewa jako organizacje pacyfistyczne i różne tam Marsze Wielkanocne, maszynka działa nadal i zdaje się wciąż jeszcze jest trochę smarowana przez władze "demokratycznej" Rosji. Tym razem obierając postać tzw. antyglobalizmu, bo antyimperializm nie brzmi dostatecznie nowocześnie.
USA według nich to biedne i niedorozwinięte państwo, zamieszkałe przez zidiociałych białych, gnębiących Murzynów. Izraelczycy masakrowani na
ulicach, to nie ofiary, a porównywalni do Hitlera zbrodniarze, a terroryzm arabski to wynik uzasadnionej frustracji i biedy zawinionej przez państwa zachodnie a nie emanacja bezradności, tkwiącej wciąż w średniowieczu, prymitywnej
cywilizacji, dla której mordowanie ludzi współczesnych jest jedynym środkiem na rozwiązywanie problemów własnego wewnętrznego upośledzenia.
UE występuje tutaj także jako wróg, ponieważ jej rozwój doprowadzić może jedynie do konsolidacji imperialistów kosztem trzeciego świata, który jak wiadomo każdemu hippisowi, powinien być aż do dnia sądu ostatecznego utrzymywany przez białych jako zadośćuczynienie krzywdy polegającej na tym, że, na przykład, Zimbabwe na tyle dziesiątek lat zostało pozbawione tak światłych i dbających o lud przywódców jak Robert Mugabe.

Najciekawszą jednak grupą eurosceptykow są oczywiście "szperacze". Otóż poświęcając swój wolny czas na dokładne śledzenie wszystkich kontrowersyjnych wydarzeń, zjawisk i przepisów występujących w państwach UE, starają się oni stworzyć wrażenie, że znaleźli się w posiadaniu jakieś straszliwej prawdy, która przed ogółem społeczności jest zatajana. Coś w rodzaju świata "Matrixa", gdzie w obrębie całej ludzkiej populacji jedynie kilka osób wie, że rzeczy nie są takimi jakimi je się postrzega. Operacja zaiście trudna i dosyć ryzykowna, ale jak widać znajdująca chętnych słuchaczy.
No cóż.....fantastyka naukowa i powieści grozy zawsze były poczytne, więc może nie jest to najgorsza strategia zniechęcania ludzi do UE? Jestem pełen podziwu dla "szperaczy" , bo proszę się zastanowić przed jak bardzo niewdzięcznym zadaniem są oni postawieni. Muszą oni bowiem, za pomocą odpowiednich cytatów i komentarzy do nich, udowodnić, że to co widać gołym okiem jest jedynie złudzeniem. UE jest bowiem państwem komunistycznym, nowym wcieleniem ZSRR, tworem gdzie ludzie cierpią straszliwą nędzę pod uciskiem ciągle się zmieniającego i bezsensownego prawa, gdzie prawie wszyscy są bezrobotni, ślub można wziąć jedynie z gejem lub lesbijką, a ostatnio, po wprowadzeniu euro, ceny wzrosły tak, że zasadniczo należy się jedynie dziwić dlaczego ludzie nie umierają tam masowo z głodu wprost na ulicach. Dla każdego kto kiedyś miał okazję odwiedzić któreś z państw tego "eurokołchozu" może się wydawać dziwne, w jak skuteczny sposób mieszkańcy UE ukrywają przed światem swoją niedolę.
No ale przecież "ZSRE" czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich - nazwa z lubością używana przez UPRowców - jest kontynuacją ZSRR, więc i miraże musi stwarzać podobne. Po wstąpieniu do UE Polska ma
zubożeć jeszcze bardziej oraz stracić zupełnie suwerenność, bo jak wiadomo każdemu eurosceptykowi, cała hucpa z wstępowaniem do UE to i tak jedynie przykrywka dla niemieckiego rewizjonizmu. To, że twierdzenia takie zaprzeczają oczywistym faktom statystycznym, doświadczeniom państw przystępujących do UE w latach 80tych i później, że zaprzeczają świadectwu zmysłów każdego normalnego człowieka, nie ma tu większego znaczenia.
Eurosceptyczne argumenty i tak oparte są na założeniu, że członek sekty wierzy we wszystko albo nie jest członkiem. Sekciarstwo takie nie byłoby niebezpieczne, gdyby wszyscy wyznawcy eurosceptycyzmu pragnęli jedynie któregoś pięknego dnia wsiąść na pokład wielkiego latającego talerza, który zabrałby ich do innego, pięknego świata, bez Komisji Europejskiej i Euro, bądź też spokojnie spalili się żywcem w jakiejś stodole, w farmie na odludziu. Niestety nie!
Oni pragną ustrzec nas wszystkich przed tym zgubnym krokiem, który pchnął w otchłań nędzy i niewoli wszystkie państwa zachodniej Europy.



Jak już stwierdziliśmy w poprzednim odcinku eurosceptycy (żeby nie było żadnych wątpliwości pod tą nazwą rozumiem, nie wszystkich, którzy są wobec UE sceptyczni, ale tych, którzy są przeciwni przystąpieniu Polski do UE. Jest to poważna różnica ponieważ sceptyk może także proponować rozwiązania pozytywne, czyli co należy zrobić, przeciwnicy wstąpienia do UE wiedzą zazwyczaj jedynie, że nie należy przystępować i na tym się ich mądrość kończy) mają swoją własną wiarę w rozwój przyszłości, podobną do marksistowskiego materializmu historycznego i wiedzą, że integracja europejska zakończy się ogólną katastrofą. Przyjmując takie założenie rzeczywiście można się zgodzić, że może lepiej, żeby Polska nie wchodziła do budynku, który za chwilę ma się zawalić. Jednocześnie są przekonani, że żadne działania nie są w stanie nigdy i pod żadnym warunkiem tej katastrofie zapobiec. Eurosceptycy, jako jeden z grzechów głównych UE, wymieniają często Wspólną Politykę Rolną. Kiedy jednak słyszą słowa komisarza rolnego Fischler'a, że Big Bang jest wstępem do reformy tej polityki, do jej poważnego ograniczenia, a docelowo likwidacji, to jak reagują? Można byłoby pomyśleć, że powinni się ucieszyć przynajmniej ci, którzy odgrywają tutaj liberałów? Nic podobnego! Natychmiast podnoszą się głosy mówiące o tym, że Polska nie będzie w stanie skorzystać z subwencji, i że Niemcy specjalnie wymyślają jakieś głupie reformy tylko po to, żeby okraść polskich rolników z należnych im pieniędzy.

Kryzys gospodarczy dotknął wszystkie regiony świata nie wyłączając także UE. Bardzo częstym tematem eurosceptyków jest więc oczywiście bezrobocie w krajach UE. Co prawda nasze wejście do UE jeszcze tylko podwyższy statystykę w tym względzie, ale nie to jest dla eurosceptyka interesujące. Ulubionym tematem stały się Niemcy, które rzeczywiście z powodów indolencji tamtejszych polityków i poważnych inwestycji poczynionych w nowych landach, nazywane są "Der kranke Mann Europas - Chory człowiek Europy". Nie biorą pod uwagę faktu, że Niemcy są wiodącą nacją eksportową, i że chorują oni na tę samą chorobę co Japonia. Wielkie nacje, które swoją gospodarkę opierają głównie na eksporcie w czasach światowej recesji przeżywają problemy. Polska w tym akurat względzie jest akurat do Niemiec mało porównywalna, ale mniejsza o to, przecież takimi szczegółami Wybawca Narodu się przejmował nie będzie. Chodzi tu o coś innego. Otóż często mówi się, że wejście do UE ograniczy nasze możliwości samodzielnego decydowania o kierunkach rozwoju gospodarczego i zaraz wysnuwany jest z tego wniosek, że oczywiście będzie jeszcze gorzej niż teraz, bo skoro w takich bogatych państwach jest niedobrze to pewnie będą to sobie próbowały na nas odbić. Eurosceptycy zakładają więc, że jeżeli nie przystąpimy, to w Polsce znajdzie się ktoś, kto będzie mądrzejszy i zrobi tak, że będzie u nas lepiej niż w UE. Eurosceptycy nie zdradzają nigdy imienia tego Cudotwórcy, który zaraz po przegranym przez "lewactwo" referendum przejmie władzę i zaprowadzi liberalny raj, ale nie będziemy się teraz nad tym zastanawiać, bo jest to zdecydowanie wątek na oddzielny felieton, albo i kilka. Stracimy więc suwerenność i Niemcy będą nas wyzyskiwać tak jak teraz już zapewne wyzyskują resztę Europy. Wejdziemy do UE i wszystko stracone. Nic już się nie da zrobić! Koniec z liberalizmem! Nastaną warunki będące skrzyżowaniem kołchozu z hitlerowskim (no bo Niemcy oczywiście tam rządzą) obozem koncentracyjnym. Pomijane milczeniem są oczywiście państwa, gdzie bezrobocie jest niskie. Jak więc to możliwe, że w takiej Danii nie sięga ono 5%, a w Holandii wynosi około 6%? Jak coś takiego może się zdarzyć w eurokołchozie?!? Jak socjaliści z Brukseli mogą pozwalać na to, żeby co czwarty Duńczyk był zwalniany przez podłego kapitalistę średnio raz w roku, jak w jakiejś Ameryce? I pytanie zasadnicze jak to jest możliwe, że w ogóle państwa UE różnią się od siebie? Przecież wejście do UE jest oddaniem suwerenności! Od zaraz wchodzi policja sprawdzająca kształt bananów i Europejskie Rady Zakładowe i Kluby Europejskie w podstawówkach i te "tysiące absurdalnych przepisów", od których nie ma odwołania? Otóż eurosceptykom fakty nie przeszkadzają zasadniczo w głoszeniu płomiennych kazań, ponieważ UE nie jest dla nich już czymś realnym a tworem jedynie transcendentnym. Uosobieniem wszelkiego zła, o którym czytają w swoich pisemkach, i o którym słyszą codziennie w audycjach nadawanych przez hiper - narodową rozgłośnię, korzystającą z nadajników rozmieszczonych w Rosji. (Czyżby ten kierunek miał być alternatywą dla UE?) To co dzieje się w państwach UE naprawdę nie ma znaczenia, bo wiara nie potrzebuje faktów a jedynie i tylko samej siebie. No dobrze, ale jak w takim razie wygląda eurosceptyczne zbawienie? O tym za chwilę.



Wbrew temu co twierdzi większość "szperaczy", uważając się za jedynych nośników, prawdziwej prawicowości ich retoryka antyunijna wynika bezpośrednio z marksistowskiej dialektyki. Z tego punktu widzenia mogą nawet uważać swoje czarne wizje pogrążonej w upadku UE za prawdziwe. Dlatego też zapewne oburzają się kiedy zarzuca im się kłamstwo i fałszowanie rzeczywistości. Postaram się pokrótce wyjaśnić dialektyczną metodę stosowaną przez eurosceptyków, która ma przedstawić UE we "właściwym" świetle. Filozof H. Gollwitzer opowiadał o nauce udzielonej mu przez sowieckiego nauczyciela: "Gdybyś powiedział, że ludzie sowieccy mieszkają w starych chałupach, pełnych robactwa, skłamałbyś, mimo, że przeważnie tak jest. Jeśli natomiast mówisz, że ludzie sowieccy mieszkają w nowych, pięknych domach, mówisz prawdę, pomimo, że w rzeczywistości tylko niewielu mieszka tak dzisiaj. Widzieć w dniu dzisiejszym to, co będzie jutro - to widzieć dialektycznie". Proszę się zastanowić nad tymi słowami. Ten cytat wiele wyjaśnia. Nędza i ogrom nieszczęść w krajach UE pozornie więc tylko jest kłamstwem, bowiem z dialektycznego punktu widzenia człowieka przekonanego o słuszności swoich prognoz, tak jak pewni byli ich komuniści, jest to prawda i to do tego jedyna prawda, bo dialektyczna. Stąd też zaciekłość w głoszeniu fałszu i wrogość wobec wątpiących, którzy natychmiast piętnowani są jako "wrogowie ludu". Nie ma dla "szperaczy" niczego pośredniego miedzy uwielbieniem UE a skrajną wobec niej wrogością. To, że ktoś potrafi dostrzegać w niej wiele problemów i zjawisk często rzeczywiście niedorzecznych, eurosceptykom nie wystarcza. Dla nich bowiem ktoś kto nie opowie się w całości za głoszoną przez nich wersją pozostaje wciąż wrogiem. Tak jak w komunizmie nie ma litości dla "rewizjonistów". Dlatego też nie powinniśmy się dziwić, powtórzę to raz jeszcze, że człowiek rozsądny nie jest w stanie wywrzeć żadnego wrażenia na eurosceptyku, "pokazując mu palcem" fakty wprost świadczące przeciwko jego katastrofalnym wizjom. Trzeba bowiem zawsze pamiętać, że eurosceptyk nie mówi o UE takiej jaka jest ona rzeczywiście, ale o jej dialektycznej wizji, stanie jaki, według niego, musi ona w przyszłości osiągnąć tak czy inaczej, więc nie ma dla niego żadnego znaczenia jaki jest jej stan obecny. Kolejnym elementem zbliżającym eurosceptyków do ideologii komunistycznej jest ich pewność w tworzeniu owych wizji przyszłości. Nie przyjmują oni zupełnie do wiadomości, że te zjawiska, występujące w UE, które bez wątpliwości można uznać za szkodliwe czy głupie, mogą kiedyś zostać wykorzenione, zastąpione innymi, właściwszymi. Jeżeli chodzi np. o Wspólna Politykę Rolna to są oni, jako osoby podające się za gospodarczych liberałów, przeważnie jej przeciwni (nie dostrzegając przy tym oczywiście historycznych i politycznych uwarunkowań, które utworzenie takiego instrumentarium wymusiły). W zasadzie jest to pogląd słuszny, bo WPR to worek bez dna, na dodatek dzielący pieniądze w sposób niesprawiedliwy, antyproduktywny i marnotrawny. Jednak prawdziwy eurosceptyk nie widzi tutaj żadnej możliwości zmiany na lepsze a jedynie na gorsze. To, że gospodarki państw zachodnioeuropejskich, mimo licznych trudności, w ostatnim półwieczu przeżywały niesamowity rozwój, nic nie oznacza. Zupełnie tak jak komuniści byli święcie przekonani, że kapitalizm jest skazany na kolejne cykle kryzysu, zupełnie niezależnie od tego jakie będą podejmowane działania aby temu zapobiec. Upadek gospodarczy, polityczny i moralny UE jest dla nich takim samym pewnikiem jak dla komunistów nastanie ustroju komunistycznego na całym świecie. Z osobą wierząca, że posiadła ona "naukową metodę przewidywania przyszłości", czyli zapoznała się ze specyficzną, nowoczesną odmianą heglowsko -postkomunistycznego materializmu historycznego, gdzie zwycięstwo komunizmu zastąpiono upadkiem UE, nie sposób dyskutować. Jest ona bowiem przekonana, że jako jedyna reprezentuje logiczny, rozumny i naukowy pogląd, cała zaś reszta to osoby głupie, wrogie i przesiąknięte "lewactwem". Nawet jeżeli do uzasadniania tego poglądu musi używać argumentów nadających się co najwyżej do rubryki "Czy wiecie, że..." w prowincjonalnej gazecie. Zawsze ma ona racje w sporze, ponieważ jest przekonana, że jej oponent jest wrogiem ludzkości, Polski oraz także jej osobistym. Eurosceptycy podobni są do komunistów także z tego powodu, że cechuje ich skrajny monizm. Ważna i warta działania jest jedynie jedna idea, jedna sprawa: zapobieżenie przystąpieniu Polski do UE. Dla komunistów było to jak najszybsze zaprowadzenie ustroju komunistycznego na całym świecie, niezależnie od kosztów. Dlatego też eurosceptycy nie mają w zanadrzu żadnego planu alternatywnego, bowiem ważne dla nich jest jedynie to, aby pozostać POZA UE.
Nieważne gdzie miała by się Polska znajdować jeśli nie w UE. Może przyłączyć się do ZBIRu, budować własną imperialną pozycję, albo zrobić cokolwiek innego. Najczęściej jednak przyszłość po odrzuceniu UE pomijana jest przez eurosceptyków jako nieistotna. Jeżeli już budowane są jakieś wizje to raczej przez pierwszą grupę - "wizjonerów" ale i "szperacze", jeżeli już się tym zajmują, są w tej kwestii nie mniej fantazyjni co "wizjonerzy", ignorując zupełnie w swoich dociekaniach istniejące warunki i po prostu dając się ponieść skrzydłom fantazji w stronę wymarzonej liberalnej utopii, która podobno ma nastąpić pod rządami Giertycha-Leppera po nieudanym referendum europejskim. Nie można zaprzeczyc, że część "szperaczy" to ludzie dosyć, a niekiedy i ponadprzeciętnie, inteligentni. Czy możliwe jest, żeby popełniali takie błędy logiczne, na które stać byłoby właściwie tylko prymitywnych "hippisów"? Czy robią to z głupoty li tylko? Jaki w tym mają interes? Złapać swoją ostatnią szansę na zaistnienie?

Tomasz Sadowski vel tomaso

__________________________________________________________________

© 2002 Wybory.com.pl, Wszelkie prawa zastrzeżone